Defus – The Time Of Mine

the time of mine

Długo zbierałem się do tej, jakże niełatwej, recenzji. Trochę z braku czasu, trochę, o zgrozo, po dość burzliwej argumentacji innych, na temat tej płyty ale czas odłożyć na bok wszystkie tłumaczenia i po prostu ją napisać. Obiecuję też, że w żadnym wypadku nie posłużę się argumentacją, którą zasłyszałem a której nie mam zamiaru powielać. Ale przejdźmy do sedna.

Płyta „The Time of Mine”, bo taki tytuł nosi wydawnictwo Stargardzkiej grupy Defus, zabiera nas swoimi brzmieniami w lata ’90 ubiegłego wieku i nie ma z tym żadnego problemu. Złote lata tego typu kompozycji, z których nawet dziś, korzystają najlepsi i słusznie. Niewyczerpane źródło klasyki gatunku, z którego Defus też zdaje się czerpać pełnymi garściami. Zatem przejdźmy do..

…”Enter” – spokojne intro, przetkane ciężkim brzmieniem gitar, jakiego przyjdzie nam doświadczyć podczas słuchania tej płyty. Monumentalnie prowadzone frazy gitarowe, z partiami solowymi dającymi przedsmak kolejnych utworów…

What You Stand For” utrzymany w iście Sepulturowym stylu utwór, którego przekaz odnosi się do przeszłości. Ileż razy każdy z nas zastanawiał się nad tym co by zmienił w swoim życiu, gdyby dane mu było przeżyć je jeszcze raz oczywiście z pełną świadomością przeszłości.

Kiedy myślę o przeszłości, mógłbym tak wiele zmienić, tak wiele nie podjętych decyzji .
Ale czy moje życie byłoby inne, to pomyłki doprowadziły mnie tutaj”.

Tak, odwieczny problem egzystencji. Co by było gdyby…

Four Seasons” – jakże typowym jest przekraczanie tak zwanych „punktów bez odwrotu”, zatracenie celu w życiu i chęć zmiany na całkowicie inne. Jakże chętnie, ktoś czy coś niszczy nasze poczucie stabilizacji i pewności siebie, tylko po to aby niszczyć.

Był tylko jeden cel. Ja. Bezpośredni cios,
Po to by zniszczyć wszystko to kim jestem, to czym żyłem…”
”…Upadam znów, tak łatwo oszukany.
Zdjęto ciężar z mych barków.
Nic nie zapowiadało nadchodzącej walki.
Minąłem już punkt, z którego nie ma odwrotu…


The Sleepwalker” -słuchając tego utworu, przypomniał mi się stary, dobry Death. Zagrany w klimacie utrzymanym w przekazie płyty, utwór porusza po raz kolejny problem bezsensowności egzystencji, szukania celu w życiu.

Wszystko zostało już powiedziane,
Wszystko zostało napisane,
Wszystko się dokonało,
Myślałem, że wciąż potrzebuję poszukiwać słów
Które opiszą moje spostrzeżenia

Tak. Porzucamy refleksje. Pozostajemy opuszczeni. Czasami jesteśmy jak lunatycy, spacerujący w czyimś śnie.

Last Word – Burden” – W powstaniu tego numeru, w moim mniemaniu, niepodważalnie maczał palce Testament a dokładnie utwór „Return to Serenity”. Utrzymana w niemalże identycznym klimacie i o podobnej budowie, mroczna ballada przeistacza się z czasem w monumentalne prowadzone riffy gitarowe, którym jednakże nie brakuje swoistej zadziorności. Oczywiście styl tego numeru jest typowy dla Defusa, nie mniej jednak skojarzenie nasunęło mi się samo. Cóż kwestia odbioru, taka właśnie jest muzyka a muzyka metalowa w szczególności. Każdy słyszy w niej to co chce słyszeć. Nie będę się o to sprzeczał. Bo po co?

Divided Morality” – Pomimo niewątpliwie szybkiego podziału rytmicznego utwór zdecydowanie lżejszy od pozostałych, wyłączając wokal. Kompozycja zdecydowanie przypomina mi płyty grupy Xentrix. Sporo zmian tempa, typowe dla Xentrix’a solówki, zmiany prowadzenia fraz. Utwór wyróżniający się na tle całej płyty, pokazujący jednocześnie, że Defus potrafi bawić się brzmieniami, dodając lekkiej pikanterii całości.

Nie mogę zdecydować którędy podążać,
Która ścieżka jest właściwa dla mojej rozszczepionej moralności
No właśnie.

Lesser Man’s Piece”- Tak to prawda. W świecie zorganizowanym na egzystencje, roszczeniowość oraz oplutym hasłami „Jestem. Żyję. Dajcie mi wszystko bo mi się należy”,przestajemy wytyczać sobie cele życiowe. Staliśmy się krótkowzroczni, konsumpcyjni i roszczeniowi. Coraz mniej w nas chęci działania. Utwór dosadnie piętnujący idee, kiedyś uznawane za ludzkie słabości, dziś, niestety uznawane za normę. Może najwyższy czas na refleksję. Czy rzeczywiście aż tak mali się staliśmy?


Forever Searched” – Któż nas nie szuka właściwej, drogi? Któż z nas nie potrzebuje duchowego wsparcia w poszukiwaniach właściwej drogi?

„Ale droga to nie wszystko, potrzebuję przewodnika,
Przewodnika, narzeczonej, która ujmie z uśmiechem mą dłoń
Do samego końca, dopóki nie umrzemy

Tak. To nie zaciemnienie rzeczywistości jest źródłem naszego smutku. To nasze lęki powodują to, iż czasem podążamy drogą, na która w innym wypadku nigdy byśmy nie zboczyli.

Things Wrong With Me” -Rachunek sumienia? Proszę bardzo. Pewnie każdy z nas nie raz zastanawiał się nad tym: „Co jest ze mną nie tak”? Odpowiedź z pewnością nie należy do łatwych. Defus… cóż, Defus próbuje na nie odpowiedzieć. Czy mu się to udaje? Jeśli ktokolwiek z Was uważa, że:

Wszystko czym jestem to strach,
Wszystko czym jestem to krzyk,
Wszystko czym jestem to ból

to z pewnością im się udało jeśli nie, cóż zawsze jest czas na przemyślenia. Jeśli chcemy coś zmieniać powinniśmy zacząć od siebie. Później możemy wymagać od innych.

Oczywiście, płytka nie obyła się bez większych lub mniejszych potknięć. Nie mam zamiaru ich wytykać bo i po co. Muzycy mają pewnie świadomość tych niuansów i na przyszłość pewnie ich nie popełnią. Natomiast jak na płytę nagraną własnym nakładem, używając tylko własnego pewnie nie doskonałego, gdyż to muzycy a nie producenci, pojęcia o produkcji i tysięcy rzeczy niezbędnych do wydania albumu, nie powinniśmy się czepiać.

Oby ktoś w tym muzycznie „dzikim” kraju zaczął się interesować i uważnie przypatrywać formacjom, które mają coś do przekazania a nie komercją wyprodukowaną dla średnio rozgarniętych odbiorców, dla których butelka piwa i kiełbasa z grilla są wyznacznikiem poziomu życia, nie rozmawialibyśmy o niuansach. Mielibyśmy doskonale wydaną płytę z dobrą muzyką. Cóż może kiedyś do tego dorośniemy. A póki co posłuchajcie Defus’a.

Mariusz “Maniek” Markowski – REC

Leave a Comment